Tańcuj z Moniką Dudek!

Dlaczego tańczymy?

[...] Uczestnicząc we wspólnym tańcu członkowie tradycyjnej społeczności jednoczyli się, doznawali tych samych stanów, wyrażali niewypowiedziane. Ruchem opowiadali więcej niż potrafiłby to oddać język. Tradycyjne życie we wspólnocie, a co za tym idzie wspólna praca, modlitwa, uczestnictwo w obrzędach, weselenie się, łączyło, umacniało.
Bardzo wyraźny podział na sacrum i profanum dawał poczucie bezpieczeństwa, porządkował świat, pozwalał na doświadczanie świętości w sposób przejrzysty i dostępny.

Współcześnie, w coraz szerszych kręgach, taniec staje się wehikułem czasu, przenoszącym tańczących w świat, gdzie podział na codzienność i święto był ustrukturyzowany i niezmienny.
Codzienność XXI wieku – bardzo szybka, absorbująca, nachalna – nie pozostawia wiele czasu na świętowanie, celebrowanie, zatrzymanie się, obecność, uważność. Próbujemy więc tańcem łagodzić obyczaje. Godzina, dwie tańca, wykradzione z tygodnia dla siebie wystarczą by doświadczyć nie-codzienności.

I tak, tańcząc w kręgu – doświadczamy wspólnoty i bliskości.
Posługując się metodą choreoterapii, nawiązujemy kontakt z sobą i energią, która płynie w nas i poprzez nas. Kiedy zaś poświęcimy na praktykę taneczną więcej czasu, możemy dostąpić i spotkania z Bogiem, niezależnie od tego, czy tańczymy razem czy osobno. I nie musimy rozumieć, gdzie i kim On jest.

Wykorzystanie przy tym paraetnologicznej wiedzy o znaczeniu tańców rytualnych, wioskowych, plemiennych, pierwotnych rytuałach i ceremoniach, często wzmacnia dodatkowo przekonanie nas, tańczących, o słuszności tej drogi. Przecież sięgamy do primum movens

Do tego przekonania idealnie pasuje fragment z eseju Gerardusa van der Leeuw’a, który po raz pierwszy ukazał się w 1932 roku, ale nadal jest popularnym, wciąż przywoływanym, niezwykle trafnym opisaniem istoty tańca, choć to zaledwie kilkanaście stron tekstu. Czytając to łatwo stwierdzić, jak niewiele pozazmysłowy świat tańczących zmienił się przez ten czas.

Życie staje się poprzez taniec czymś szczególnym; budzi w duszy człowieka pogodne poczucie wolności i błogą świadomość jakiejś przemożnej energii, która zdaje się nas unosić w powietrzu.
Odrzucenie własnego ja na korzyść silniejszej potęgi i włączenie własnych poruszeń w ruch wszechświata nadaje tańcowi religijny charakter i potrafi uczynić z niego instrument Boga.

Kto tańczy na sposób ludzi prymitywnych lub na sposób ludzi ogarniętych religijną ekstazą, a nawet ten, kto w naszej nowoczesnej kulturze poddaje się ogólnemu rytmowi pochodu lub procesji, ten ma świadomość, mocniejszą lub słabszą, że jego poruszenia są odbiciem tego, co pierwotne, i że rytm jego tańca jest odległym echem pulsacji w sercu świata.*

* zamieszczony tekst jest fragmentem mojej pracy magisterskiej zatytułowanej Dlaczego tańczymy. O poszukiwaniu jedności z ludźmi, Bogiem i kosmosem M.D.